W chemiczkę bawić się nie mam zamiaru, gdyż losy mojego życia potoczyły się w zupełnie inną stronę. Zaś analityka i zestawienia bardzo do mnie pasują, dlatego w ten piękny niedzielny wieczór spróbuję Was przekonać do słodzików.
Na odwieczne pytanie "ile cukru mogę spożyć?" zdążyliśmy (a właściwie badacze z UCSF) znaleźć odpowiedź. Przyjęto następujące liczby :
Pamiętajmy jednak,że są to wartości umowne, przygotowane na podstawie określonych danych - wiadomym jest, że osoby będące na diecie, wykluczające cukier prosty, nie powinny spożywać go w takiej ilości, ale mniejszej lub nawet żadnej. Wysiłek fizyczny czy przyjmowane medykamenty mają wpływ na dopuszczalną gramaturę, gdyż w zbyt dużej lub zbyt małej ilości cukier może w nieoczekiwany sposób reagować z organizmem.
Słodziki, inaczej zwane substytutami lub alternatywami dla cukru, według mojego guru (Agnieszki Wojciechowskiej) nie należą do popularnych i zachwalanych produktów. Trudno się z tą opinią nie zgodzić, gdyż w większości punktów gastronomicznych i w naszych kuchniach z pewnością "biała śmierć" dominuje. Wynika to jednak nie tylko z braku zaufania konsumenckiego,ale także przekonania o niezwykle szkodliwej chemii zawartej w tych substytutach i wysokiej cenie.

W 2003 roku gremium badaczy pod szyldem WHO opublikowało ostateczną odpowiedź na to, jak należy postrzegać cukier. Wynika z niej, że nie da się poprzeć w pełni poglądu, iż działania marketingowe lub spożywanie słodkich przekąsek wpływają na zaostrzenie problemu nadwagi i otyłości. Zaskakujące,prawda? Według specjalistów to tłuszcz spożywany przez osoby dotknięte wyżej wymienionymi problemami jest częściej pobierany w celu zapewnienia sobie energii niż cukier. Ciekawostką jest również fakt, że FAO zaleca spożycie cukru populacjom ubogim, żyjącym w niedostatku i dotkniętych nieurodzajem pól. Pamiętajmy jednak, że to stanowisko nie prowadzi do zawiązania ścisłej współpracy z cukrem! W dalszym ciągu nie wolno podważać badań, wymieniających szereg chorób, na których rozwój wpływa spożycie "białej śmierci".

Z pewnością nie będzie dla Was zaskakujący ranking najsłodszych produktów spożywczych. Na pierwszych miejscach możemy znaleźć landrynki (90 g cukru na 100 g, tj. 1 łyżeczka cukru na 1 landrynkę), miód (82 g cukru na 100 g, tj. 4 łyżeczki cukru w 1 łyżce stołowej miodu) czy żelki (60 g cukru na 100 g, tj. 6 łyżeczek cukru w garści żelek). Stosunkowo najmniej słodka jest woda smakowa, w której średnio można stwierdzić zawartość 5-6 g cukru na 100 ml napoju, tj. 2,5 łyżeczki cukru w szklance. I w tym miejscu powinno powrócić się do drugiej grafiki tego posta.
Polskie Towarzystwo Badań nad Otyłością i Polskie Towarzystwo Diabetologiczne w swoim raporcie uspokaja :
Odnosząc się do
doniesień dotyczących rzekomego zwiększonego ryzyka niektórych
nowotworów u zwierząt doświadczalnych, którym podawano sacharynę,
aspartam i cyklaminian, należy podkreślić, że wyniki ostatnich badań
przeprowadzonych u ludzi nie potwierdziły tych tez.
Biorąc pod uwagę powyższe dane, Polskie
Towarzystwo Badań nad Otyłością i Polskie Towarzystwo Diabetologiczne
potwierdzają bezpieczeństwo stosowania niskokalorycznych substancji
słodzących w produktach żywnościowych i rekomendują zastępowanie nimi
sacharozy przez osoby z rozpoznaniem nadwagi i otyłości, a szczególnie w
sytuacji występowania zaburzeń gospodarki węglowodanowej
(nieprawidłowej glikemii na czczo, nietolerancji glukozy i cukrzycy typu
2).
Możemy więc spać spokojnie. Słodziki nie będą nam zagrażać.
Najczęściej spotykanym słodzikiem jest fruktoza. I niestety nazwa tego składnika jest niezwykle myląca - nie ma niczego wspólnego z owocami lub naturalnością. Wręcz przeciwnie, uznaje się ją za najbardziej szkodliwą. Z jednej strony nie podnosi ciśnienia krwi, ale z drugiej może doprowadzić do upośledzenia umiejętności radzenia sobie z poziomem glukozy przez organizm. Konsekwencją takiego działania jest insulinoodporność i zwiększone ryzyko zapadnięcia na choroby całego układu krążeniowego i krwionośnego. Z racji wyjątkowo niskiego kosztu produkcji, fruktozę można spotkać w wielu produktach - sosach, słodyczach, wędlinach, chlebie - krótko mówiąc, może być wszędzie.
Czystej fruktozy nie znajdziemy na półce sklepowej, jednak z powyższej notki wynika ważne ostrzeżenie na przyszłość - czytaj etykiety! Im mniej fruktozy tym lepiej.
Drugim najpopularniejszym słodzikiem dodawanym z ogromną namiętnością do produktów użytku codziennego jest aspartam. Jest on mniej groźny od wyżej opisanej fruktozy, natomiast nie powinno spożywać się go w przesadnej ilości. Symptomami przedawkowania są bóle głowy, problemy z widzeniem czy nudności. Nie wolno podgrzewać go także powyżej 100 stopni Celsjusza. Nie dedykuje się go kobietom w ciąży.
Trzecim i zarazem najbezpieczniejszym środkiem słodzącym jest acesulfam. Jest mniej słodki, ale w całości wchłaniany przez organizm. Nie stwierdzono w żadnych badaniach tak poważnych konsekwencji zażycia większej ilości niż wskazane (w porównaniu z np. aspartamem). Można go spotkać w pastach do zębów, dżemach, sosach.
Ostatnią część poświęcę na research słodzików dostępnych w sklepach. Wśród najpopularniejszych możemy wyróżnić : stewię, erytrytol, syrop z agawy, inulinę i ksylitol. Sklepy oferujące je na swoich półkach (dosłownie lub internetowo) przekonują,że są to produkty dedykowane przede wszystkim cukrzykom, osobom dbającym o zdrowy tryb życia i chorującym na nietolerancję glutenu. To wszystko prawda, ale nawet nie utożsamiając się z żadną z powyższych grup warto po nie sięgać.
Stewia staje się najpopularniejszym słodzikiem. Dla wielu jest również najsmaczniejsza. Niektórzy przekonują o jej zdolnościach bakteriobójczych, ale tak daleko bym nie sięgała wzrokiem. Z pewnością obniża poziom ciśnienia krwi, szczególnie u osób starszych. Niedawno także rozpoczęto badania leczeniem stewią cukrzycę typu drugiego.
Cena tego bajecznego produktu jest niezwykle różna. W niektórych sklepach 250-gramowy worek można zakupić już za 13 zł, zaś w innych - 100 gram za ponad 60zł. Skąd wynikają tak ogromne przepaści? Przede wszystkim z pochodzenia. Najtańsza stewia pochodzi z Chin, najdroższa z Paragwaju i Brazylii. Czy czymkolwiek się między sobą różnią? Być może wyczuwalnym smakiem, ale siła słodzenia pozostaje bez zmian.
Pierwszy raz skojarzyłam erytrytol z trytolem i tak już pozostało. Ten niepokojąco brzmiący słodzik przede wszystkim polecany jest osobom pozostającym na diecie redukcyjnej z powodu bardzo niskiej kaloryczności, ale także słabiej wyczuwalnej słodkości - stanowi około między 60% a 70% słodkości cukru. Bardzo często używa się go w wypiekach bezglutenowych. Nie wpływa na poziom insuliny, gdyż nie jest trawiony.
Jest również znacznie tańszy od poprzednika, gdyż posiadając dziesięciozłotowy budżet nie będziesz miał problemów z jego zakupem.
Syrop z agawy nigdy się ze mną nie polubił (w konsystencji przypomina syrop klonowy), mimo iż jest 3 razy słodszy od standardowego cukru. Za tą słodkością idzie w parze także kaloryczność, gdyż łyżka stołowa syropu to około 60 kcal. Nie powinien być więc nadużywany. Często poza właściwościami słodzącymi, zauważa się jego działanie na organizm - przeciwzapalne i odpornościowe. Świetnie radzi sobie z herbatą, sokami, naleśnikami, serem białym.
Nie jest także drogi - 330 g czystego syropu to koszt około 12/13 zł.
Inulina, przedostatni zawodnik, jest trochę oszukańczym słodzikiem. Mimo swojej niepodważalnej słodkości jest także niezwykle 'tłusta' - 1 g inuliny to 4 g tłuszczu! Jeśli więc spożywasz masło, margarynę, olej czy oliwę, z pewnością nie jest to produkt dla Ciebie. Z drugiej strony ten magiczny proszek zawiera sporo błonnika, korzystnie wpłynie więc na przewód pokarmowy.
Stuprocentowa, kilogramowa inulina to koszt do 30 zł.
Ostatni rywal, ksylitol, jest także moim faworytem, który swoje przytulne miejsce odnalazł w kuchennej szafce wiele miesięcy temu. W rzeczywistości pod tą niepozorną nazwą kryje się cukier brzozowy, produkowany w Finlandii. Nie zawiera tłuszczu, nie karmelizuje się, jest rzeczywiście słodki (jak na słodzik przystało) i idealnie pasuje do naleśników. Ze świecą szukać w nim glutenu, soi, laktozy czy białek. Wpływa korzystnie na układ oddechowy i pokarmowy, nie działa drażniąco na szkliwo.
Nic dodać, nic ująć! Półkilogramowy wór to koszt do 30zł.
Dziękuję,że przetrwaliście ze mną tę niezwykle słodką wyprawę, która swoją kontynuację znajdzie w poście o najmniej słodkich przekąskach, w 100% wegańskich i możliwych do przygotowania w domu.
Do następnego!
Felka
Źródła :
https://www.youtube.com/watch?v=6Tqfrv0O0ok
https://www.who.int/dietphysicalactivity/media/en/gscon_cm_sr.pdf
https://journals.viamedica.pl/clinical_diabetology/article/view/23530/34701